Varia

Wespół w zespółFot. Rafał Skwarek

Wespół w zespół

64. Kaliskie Spotkania Teatralne – dzień pierwszy

A zatem minął rok, całkiem dobry rok, nastał maj, a skoro maj - to czas na Kalisz i Festiwal Sztuki Aktorskiej. Czeka nas tydzień niezwykłych teatralnych emocji, a mnie spotkania z Artystkami i Artystami oraz codzienne zapiski na blogu i w festiwalowej gazetce. Dziś startuje stacjonarna część imprezy, ale co poniektórzy mają już za sobą trzy przedstawienia. „Wyzwolenie” Jana Klaty z gdańskiego Teatru Wybrzeże, „1989” Katarzyny Szyngiery z krakowskiego Teatru Słowackiego i Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego oraz „Czerwone nosy” z kaliskiego Teatru Bogusławskiego pokazują, jak wielką siłą teatru są aktorskie wielopokoleniowe zespoły.

Uśmiech wampiraFot. Dawid Ścigalski

Uśmiech wampira

Na marginesie spektaklu „Urban. Idę po was…” w reżyserii Bartosza Szydłowskiego w Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie

Zawiodą się na tym przedstawieniu wszyscy, którzy spodziewali się wielowątkowej, psychologicznie pogłębionej i wypełnionej niuansami biografii rzecznika PRL-owskiego rządu. Nie znajdą satysfakcji tacy, co zastanawiają się na wieloma twarzami Urbana i ważą skrupulatnie – kanalią był czy jednak skomplikowanym bohaterem na wysoką miarę? Reżyser Bartosz Szydłowski i grający tytułową postać Adam Ferency idą w upiorny danse macabre, odstręczający kabaret z Polską w temacie i w tle. To krótko ciągnąca się opowieść o polskim upiorze, co nic sobie nie robiąc z narodowego decorum szczerzy zęby w obleśnym uśmiechu. Próbujesz go zabić osinowym kołkiem, ale wstaje z grobu i eskaluje szyderstwa. „Urban. Idę po was…” w krakowskiej Łaźni Nowej każe nam zmierzyć się z najbardziej obrzydliwą gębą polskiego społeczeństwa.

Zawód na AFot. Jeremi Astaszow

Zawód na A

Na marginesie spektakli „Aktorzy prowincjonalni czyli pociąg do Hollywood” z Teatru Ludowego w Krakowie i „Każdemu coś się śni” z PWSFTViT w Łodzi

W krakowskim Teatrze Ludowym mały festiwal, a w nim dwie całkiem nowe, i jedna już tu opisywana opowieści o starcie w aktorskie życie. Michał Siegoczyński zaczerpnął tytuł z klasycznego już filmu Agnieszki Holland, ale wsłuchał się w zespół Ludowego i zbudował przedstawienie, które stanowi nieoczywisty, ironiczny hołd dla aktorskiego fachu. Małgorzata Bogajewska poprowadziła studentów łódzkiej Filmówki tak, że ze sceny krzyczą własnym głosem, a grają tak, jakby od tego zależało ich życie.

Bez wstyduFot. Natalia Kabanow

Bez wstydu

Na marginesie spektaklu „Dziewczyna, która podeptała chleb” w reżyserii Mariusza Grzegorzka w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku

Zbudowany z odłamków, błysków i migawek moralitet, w którym Andersen spotyka się z Tarkowskim, a krindż rodem z TikToka z pieśnią Wacława z Szamotuł, uważam za najbardziej osobiste przedstawienie Mariusza Grzegorzka. Poraniony niesprawiedliwymi oskarżeniami reżyser powraca w świetnej formie w autorskim na wskroś widowisku zbudowanym w myśl zasady „100 procent Grzegorzka w Grzegorzku”. Wzmocniony zespołem Wybrzeża staje po stronie dobra, odrzucając kompromisy. „Dziewczyna, która podeptała chleb” to jego „tak chcę tak” i róbcie z tym, co chcecie.

Teatr jak pięśćFot. Przemysław Jendroska

Teatr jak pięść

Na marginesie spektaklu „Korfanty. Rebelia” w reżyserii Roberta Talarczyka w Teatrze Śląskim w Katowicach

W krótkim czasie Artur Pałyga napisał dwie sztuki, a Robert Talarczyk wyreżyserował dwa przedstawienia o Wojciechu Korfantym. I choć zapewne nie byłoby to możliwe, gdyby patronem ubiegłego roku nie został oficjalnie śląski bohater, „Korfanty. Rebelia” w Teatrze Śląskim nie ma w sobie nic z okolicznościowej akademii. To naładowana punkową energią rewia o konieczności rewolucji, walce o lepszy świat, ale też mocny głos przeciw bezsensownemu przelewaniu krwi. Wydarzeniem wieczoru jest wspaniały aktorski i wokalny występ Cezarego Studniaka, ale imponujące wrażenie sprawia cały katowicki zespół.

Przypadek Michała W.Fot. Maciej Zakrzewski

Przypadek Michała W.

Na marginesie spektaklu „Bim-Bom-Boom!” w Teatrze Powszechnym w Łodzi

Można powiedzieć bez wahania, że Michał Walczak od zawsze, a przynajmniej od lat, robi to samo przedstawienie. Tyle że w przypadku świetnego dramaturga, niezłego reżysera i pełnego energii animatora życia kulturalnego, a ostatnio dyrektora, nie ma w tym nic z przypadku. Czasem inscenizacje Walczaka może za bardzo są do siebie podobne, ale to nie dotyczy „Bim-Bom-Boom!” w łódzkim Teatrze Powszechnym. To najfajniejszy od dawna spektakl obecnego szefa warszawskiej Rampy – bezpretensjonalny, przenikliwie dowcipny, a przede wszystkim naładowany siłą, energią, poczuciem humoru aktorek i aktorów Powszechnego.

Krytyk teatralny, dziennikarz, publicysta, selekcjoner festiwali teatralnych, wykładowca.

Media społecznościowe