Varia

Lear, czyli życieFot. Przemysław Jendroska

Lear, czyli życie

Teatr otwartych drzwi 2026 – notatka szósta

Wszyscy, co spodziewali się po irlandzkim „Lost Lear” wyciskającej łzy, na poły dokumentalnej opowieści o doświadczeniu życia z osobą cierpiącą na demencję i jej odbieraniu świata, musieli poczuć się lekko zdezorientowani. Jedno trzeba powiedzieć od razu – to nie jest wierny zapis choroby ani też seans terapeutyczny ze wskazówkami, jak jej przeciwdziałać. Spektakl Riverbank Arts Centre i Mermaid Arts Centre to pełna siły historia o uporczywym trzymaniu się życia, wierze w moc scenicznej iluzji oraz uzależnieniu od teatru. Chcąc o tym mówić, trudno o lepszy materiał niż „Król Lear” Williama Szekspira.

Siła Głuchych, Duma GłuchychFot. Tobiasz Papuczys

Siła Głuchych, Duma Głuchych

Teatr otwartych drzwi 2026 – notatka piąta

Przed rokiem na festiwalu Open The Door mogliśmy spotkać się z niezwykłą energią zespołu Olsztyńskiego Teatru Głuchych w spektaklu „Moje ręce krzyczą”. Teraz do Katowic przyjeżdża „Szpieg z Krainy Głuchych” przygotowany we wrocławskim Instytucie Grotowskiego i szybko odkłamuje kilka powszechnie funkcjonujących nieprawd. Choćby tę, iż Głusi nie odczuwają muzyki, bo przedstawienie to dynamiczny, w zawrotnym tempie pędzący do przodu musical, migany w Polskim Języku Migowym i rapowany, bo taką konwencję wybrał reżyser Lukas Wojcicki. Rzecz o osobistym doświadczeniu występującego na scenie Marka Śmietany oraz uderzający pięścią między oczy manifest społeczności Głuchych. Usłyszcie nas wreszcie – zdają się krzyczeć autorzy widowiska, nie tylko w swoim imieniu.

Po jasnej stronie życiaFot. Przemysław Jendroska

Po jasnej stronie życia

Teatr otwartych drzwi 2026 – notatka czwarta

Na scenie dwie kobiety – zwyczajne, niczego nie udają, sprawiają wrażenie, jakby zbłądziły tu z zatłoczonej ulicy. Zanim zacznie się przedstawienie rozmawiają ze sobą głośno, przekomarzają się, wręcz kłócą. Potem zaś opowiadają o sobie przez godzinę z okładem, łącząc słowo, muzykę i taniec. Rodzi się z tego pozbawiona mentorskiego tonu lekcja afirmacji życia. Publiczność katowickiego festiwalu Open The Door nagrodziła „Chunky Jewellery” szkockiego Barrowland Ballet nagrodziła frenetyczną owacją, w pełni stapiając się z tą historią. Jeszcze raz okazało się, że żal i rozdrapywanie ran paradoksalnie są łatwiejsze. Trudniej afirmować życie – mimo wszystko.

Mit i krewFot. Przemysław Jendroska

Mit i krew

Teatr otwartych drzwi 2026 – notatka trzecia

„The Seer/ Die Seherin” z berlińskiej Schaübuhne przyjechała na katowicki festiwal Open The Door wprost z toruńskiego Kontaktu, wcześniej natomiast pokazywana była na wielu prestiżowych przeglądach, z Wiener Festwochen (koproducentem spektaklu) na czele. Wiadomo, liczy się marka teatru i nazwisko reżysera – to Milo Rau i wszystko jasne. Jednak skromny de facto monodram Ursiny Lardi nie był projektowany na światowy przebój. To przejmująca w swej skromności, na poły dokumentalna opowieść o banalności i wszechobecności przemocy. A od aktorki ważniejszy jest autentyczny bohater tej historii, nauczyciel z Mosulu, dzięki temu przedstawieniu odzyskujący twarz, głos, imię i nazwisko.

Na granicy bez zmianFot. Przemysław Jendroska

Na granicy bez zmian

Teatr otwartych drzwi 2026 – notatka druga

Jest tradycją katowickiego festiwalu Open The Door, że obecne są na nim kolejne przedstawienia?, zdarzenia performatywne?, akcje teatralno-obywatelskie? przygotowywane przez Instytut Prawa Performatywnego pod reżyserskim kierunkiem Michała Zadary. „Sytuacja graniczna” jest następna z cyklu, bierze pod lupę to, co dzieje się ciągle na polsko-białoruskiej granicy. W 2023 roku zmieniła się bowiem władza, ale tam nie zmieniło się nic. Słyszymy o tym nieubłaganą relację z ust Mai Ostaszewskiej, Barbary Wysockiej i Mateusza Janickiego, ujętą w ramy procesu sądowego, gdzie na ławie oskarżonych zasiada państwo polskie z jego bezdusznymi procedurami.

Mała apokalipsaFot. Przemysław Jendroska.

Mała apokalipsa

Teatr otwartych drzwi 2026 – notatka pierwsza

Ledwie się obejrzeliśmy, minął rok i znowu Katowice, znowu otwieramy drzwi. Festiwal Open The Door krzepnie, choć musi stawiać opór różnorakim trudnościom. I daje radę, bo spotykamy się z teatrem niezwykłym. Dowodem tego przedstawienie skromne, a jednak spektakularne, niewielkie, a mimo to czasem przywodzące na myśl najlepsze sceny z kina katastroficznego. A chwilami ze slapstickowej komedii. Taka jest właśnie owa „Niedziela”, czyli „Dimanche” połączonych kolektywów Company Chaliwaté i Focus z Belgii – przewrotnie śmieszna i jednocześnie przerażająca historia o końcu świata, który dzieje się tu i teraz.

Krytyk teatralny, dziennikarz, publicysta, selekcjoner festiwali teatralnych, wykładowca.

Media społecznościowe