Zdania Wakara

Recenzje, eseje, wywiady, sylwetki, varia

SąsiedziFot. Przemysław Jendroska

Sąsiedzi

Teatr otwartych drzwi 2025 – notatka druga

Dobry festiwal składa się z wydarzeń spektakularnych, które stanowią potem punkty odniesienia w najbardziej nieoczekiwanych zestawieniach, ale również z rzeczy z pozoru drobnych, wykraczających jednak swym znaczeniem poza rolę wypełniacza programu. Taki na przykład „Full House” grupy Electrico 28 to coś znacznie więcej niż familijna, garściami czerpiąca ze slapstickowej poetyki gra z pieskiem, koalą, koniem i tygrysem w rolach głównych, bo mocno mówi o akceptacji inności i podejściu do rzekomych obcych. Z kolei „JaWa” duetu Turkowski & Nowacka to opowieść o tych, co żyją najbliżej nas, ale zazwyczaj ich nie dostrzegamy. Chwilami bezkompromisowo mocna, częściej ujmująca szczerością i empatią.

Wściekłość i bólFot. Przemysław Jendroska

Wściekłość i ból

Teatr otwartych drzwi 2025 – notatka pierwsza

Sceniczne spotkanie z Ēdouardem Louisem, który opowiada nam historię zawartą w jednej ze swych autobiograficznych książek „Kto zabił mojego ojca” ma w sobie moc oczyszczenia. Jest rozliczeniem z własnym życiem, w którym może przejrzeć się niejedna i niejeden oraz bezczelnie bezkompromisowym wezwaniem do rewolty w imię obrony własnej wolności, bo nie mamy niczego cenniejszego. Przy tym francuski pisarz nie bawi się w bezpieczną poprawność. Wali między oczy polityków różnej maści, wyzywa ich z nazwiska i sadza na niewidzialnej ławie oskarżonych. Prowadzony mistrzowską ręką Thomasa Ostermeiera odkrywa w sobie (a my wraz z nim) znakomitego, zawsze skutecznego aktora, który chwilami bawi się swoją grą, ale na koniec wywołuje najszczersze wzruszenie.

OfiarowanieFot. Natalia Kabanow

Ofiarowanie

65. Kaliskie Spotkania Teatralne – dzień ósmy

W oczekiwaniu na werdykt jurorów wracam do „Iwony, księżniczki Burgunda” z gdańskiego Teatru Wybrzeże. W Kaliszu oglądam wybitne przedstawienie Adama Orzechowskiego po raz trzeci i znowu odkrywam je na nowo. Wiadomo, to jest fenomenalna robota całego zespołu aktorskiego, ostra i odkrywcza interpretacja sztuki Gombrowicza, ale tym razem najmocniej dostrzegłem sprawę kobiet i wspaniałe aktorki – Magdalenę Gorzelańczyk, Katarzynę Kaźmierczak i Agatę Woźnicką. I zrozumiałem, że obok wymiaru autotematycznego, obok rozprawy z przemocą wpisaną w tkankę społeczeństwa spektakl ma także znaczenie wprost religijne. Śmierć Iwony jest jej ofiarą, dowodem niezłomności, odejściem na własnych warunkach.

Ojciec, o ojcu, bez ojca…Fot. Krzysztof Bieliński

Ojciec, o ojcu, bez ojca…

65. Kaliskie Spotkania Teatralne – dzień siódmy

Przyznajmy szczerze – po jednym obejrzeniu przedstawienia bez wcześniejszej znajomości tekstu sztuka Elaine Feinstein nie wydaje się dziełem szczególnie spełnionym. Sporo w niej gry stereotypami, wiele czasem wręcz telenowelowych klisz. Przygotowane przez Darię Kopiec w Teatrze Bogusławskiego w Kaliszu „Córki Leara” to spektakl lepszy niż dramat przede wszystkim dzięki obsadzie – Malwinie Brych, Aleksandrze Lechocińskiej, Aleksandrze Pałce-Łopatce, Agnieszce Dzięcielskiej i Jakubowi Łopatce. Teatr skromny, oparty na emocjach i wzajemnym uważnym partnerowaniu.

Kafka na nasze czasyFot. Filip Wierzbicki

Kafka na nasze czasy

65. Kaliskie Spotkania Teatralne – dzień szósty

Świetne przedstawienie Wrocławskiego Teatru Współczesnego przypomniało, a reżyser „Przemiany” Michał Kmiecik podczas wieczornej dyskusji to dodatkowo potwierdził, iż trudno znaleźć pisarza, który lepiej niż Franz Kafka opisał naszą rzeczywistość. Rzecz nie tym, iż opowiadanie wrzucił młody artysta w realia dzisiejszej korporacji. Bardziej w tym, że aktorki i aktorzy Współczesnego nie tylko w brawurowym finale odgrywają na scenie podszyty opętańczym śmiechem danse macabre, w którym i my codziennie bierzemy udział. Nawet jeżeli wciąż nam się wydaje, że nie przeistoczyliśmy się jeszcze w wielkie odrażające robaki.

Bardzo śmieszna elegia o trwaniuFot. Marta Ankiersztejn

Bardzo śmieszna elegia o trwaniu

65. Kaliskie Spotkania Teatralne – dzień piąty

Kalisz często bywa miejscem, gdzie przedstawienia zyskują nowy oddech, można zobaczyć je w nieco innym wymiarze. „Czekając na Godota” Samuela Becketta wyreżyserowane przez Piotra Cieplaka w warszawskim Teatrze Narodowym po premierze potraktowałem bez szczególnych emocji, a tu odniosłem wrażenie, że nabrało siły i pomógł mu mocniejszy komiczny akcent, podkreślający, iż klasyczny tekst można czytać niczym farsę ludzkiego losu. A chwilę wcześniej – dzięki Beacie Niedzieli – przekonałem się, że „Solaris” Lema nadaje się na monodram i sprawdza jako medytacja o podróży w głąb siebie.

Krytyk teatralny, dziennikarz, publicysta, selekcjoner festiwali teatralnych, wykładowca.

Media społecznościowe