Varia

Siła Głuchych, Duma Głuchych

Fot. Tobiasz PapuczysFot. Tobiasz Papuczys
Teatr otwartych drzwi 2026 – notatka piąta

Przed rokiem na festiwalu Open The Door mogliśmy spotkać się z niezwykłą energią zespołu Olsztyńskiego Teatru Głuchych w spektaklu „Moje ręce krzyczą”. Teraz do Katowic przyjeżdża „Szpieg z Krainy Głuchych” przygotowany we wrocławskim Instytucie Grotowskiego i szybko odkłamuje kilka powszechnie funkcjonujących nieprawd. Choćby tę, iż Głusi nie odczuwają muzyki, bo przedstawienie to dynamiczny, w zawrotnym tempie pędzący do przodu musical, migany w Polskim Języku Migowym i rapowany, bo taką konwencję wybrał reżyser Lukas Wojcicki. Rzecz o osobistym doświadczeniu występującego na scenie Marka Śmietany oraz uderzający pięścią między oczy manifest społeczności Głuchych. Usłyszcie nas wreszcie – zdają się krzyczeć autorzy widowiska, nie tylko w swoim imieniu.

W sprawie teatru Głuchych mam wobec festiwalu Open The Door osobisty dług wdzięczności. W codziennym biegu bywam przede wszystkim na scenach głównego nurtu, oglądam to wszystko, co w powszechnej opinii obejrzeć trzeba i na rzeczy z obrzeży zwykle brakuje już czasu. I wtedy w sukurs przychodzi katowicki przegląd i pokazuje, ile na co dzień tracę. Rok temu „Moje ręce krzyczą”, a teraz „Szpieg z Krainy Głuchych” pokazują to ponad wszelką wątpliwość. Nie ma w tych spektaklach ani krztyny emocjonalnego szantażu, prób wymuszenia współczucia, wywołania empatii za wszelką cenę, bo tak przystoi zadowolonemu z siebie widzowi. Głusi artyści idą na całość, nie biorą jeńców, chwytają nas za twarze swą bezkompromisowością i zapraszają do własnego równoległego świata. Nie przyjdzie im do głowy, by się go wstydzić, uważać za gorszy od naszego, byłoby to na wskroś uwłaczające. Głuchota jest ich wartością, jest ich dumą. Żądają tylko, by dać im żyć wedle ich zasad i w imię bezdusznych, zwyczajnie głupich regulacji ich dobrego życia nie niszczyć.

„Szpieg z Krainy Głuchych” to najpierw historia Marka Śmietany. Uczy na Uniwersytecie Warszawskim, jest lektorem PJM, na PJM tłumaczył podręczniki szkolne i lektury. Działa na rzecz społeczności Głuchych, a jednocześnie realizuje się artystycznie. Podczas spotkania po spektaklu pokazał też, iż ma do tego dystans, wyznając, że zagrał nawet w jednym odcinku tasiemcowego serialu „Na Wspólnej”. Jego przyjaciele wskazywali natomiast, że scena jest jego naturalną przestrzenią, on sam dodawał, że publiczne występy nie stanowią dlań bariery szczególnie trudnej do pokonania.

Marek Śmietana gra w spektaklu, miga tekst, rękami dyktuje rytm. W koszykarskiej koszulce z własnym nazwiskiem na plecach, długowłosy – jest jak bluesman na koncercie. „Szpieg z Krainy Głuchych” to troje performerów (także Głucha poetka wizualna Edyta Kozub i odpowiedzialny za całość Lukas Wojcicki) i dwóch grających na żywo muzyków Mikołaj Poncyljusz i Dominik Ossowski. Wszyscy są równie ważni, a jednak zdaje się – i tłumaczy to fabuła – że wszystko obraca się w orbicie Marka Śmietany. A ten oddaje partnerom i nam na widowni swą energię, która wymyka się jakimkolwiek opisom.

Osobista historia Marka Śmietany przedstawiona zostaje poprzez miganie oraz rapową nawijkę Wojcickiego. Dochodzą do niej fragmenty znakomitej reporterskiej książki Anny Goc „Glusza”. Jednak przygotowane w efekcie zwycięstwa konkursie na dokumentalne czytanie performatywne zorganizowanym przez Instytut Grotowskiego przedstawienie od losu konkretnego bohatera przechodzi do spraw bardziej ogólnych, mówiąc w imieniu całej społeczności Głuchych. Piętnuje opresję, jakiej byli i są poddawani, szczególne miejsce oddając w tej mierze systemowi nauczania. Niemal półtora wieku temu podczas specjalnego kongresu w Mediolanie zakazano używania języka migowego w szkołach, całkowity prymat przekazując metodzie oralnej. Dla Głuchych była to prawdziwa, skutkująca wieloma konsekwencjami zbrodnia, w osobistym wymiarze katastrofa. Decyzję podjęło gremium, w którym zasiadało troje (tak, TROJE) Głuchych. To tak, jakby o zmianach w polszczyźnie decydowało wyjątkowo zgodne grono Japończyków – punktował podczas spotkania z publicznością Wojcicki. Dodałbym, że w życiu publicznym w Polsce mamy podobnych sytuacji bardzo dużo. Najlepiej, gdy decyzje w imieniu innych podejmują autorytatywnie ci, co o ich sytuacji nie mają zielonego pojęcia.

W kluczowym momencie inscenizacji artyści rozdają wypisany na tekturach i kartonach postulaty i tożsamościowe hasła środowiska. Unosimy je ponad głowami, czując, że staliśmy się częścią wspólnoty.  Głosimy wspólnie Siłę i Dumę Głuchych. I to jest największa wartość, jaką niesie „Szpieg z Krainy Głuchych”.

Krytyk teatralny, dziennikarz, publicysta, selekcjoner festiwali teatralnych, wykładowca.

Media społecznościowe

Projekt i realizacja strony www Sitte.pl

Image