Fot. Przemysław Jendroska „The Seer/ Die Seherin” z berlińskiej Schaübuhne przyjechała na katowicki festiwal Open The Door wprost z toruńskiego Kontaktu, wcześniej natomiast pokazywana była na wielu prestiżowych przeglądach, z Wiener Festwochen (koproducentem spektaklu) na czele. Wiadomo, liczy się marka teatru i nazwisko reżysera – to Milo Rau i wszystko jasne. Jednak skromny de facto monodram Ursiny Lardi nie był projektowany na światowy przebój. To przejmująca w swej skromności, na poły dokumentalna opowieść o banalności i wszechobecności przemocy. A od aktorki ważniejszy jest autentyczny bohater tej historii, nauczyciel z Mosulu, dzięki temu przedstawieniu odzyskujący twarz, głos, imię i nazwisko.
Dwa lata temu na Open The Door z ukraińskimi „Dziadami” przyjechała Maja Kleczewska. Przed rokiem wydarzeniem festiwalu było wyreżyserowane przez Thomasa Ostermieiera „Kto zabił mojego ojca?” według książki Édouarda Louisa. Na scenie sam autor gorzko i spektakularnie rozliczał się ze swoją przeszłością.
Wiadomo, że Open The Door z czułą uwagą przyglądający się wszelkim ofiarom wykluczenia stoi rzeczami bardziej kameralnymi, propozycjami spoza głównego nurtu, często powstającymi w niewielkich zespołach, nic nie mających wspólnego z instytucjami z pierwszych stron gazet. One są solą katowickiego festiwalu, ale nie da się ukryć, że jego pozycję wzmacniają produkcje ze światowego topu. Kiedy ma się w programie dzieło Milo Raua, nikomu nie trzeba tłumaczyć znaczenia przeglądu. Podobnie z Ostermeierem, w dodatku oba tytuły powstały w Schaübuhne (monodram Louisa we współpracy z Theathre de la Ville), a berliński teatr to absolutna europejska czołówka.
Jakoś tak się złożyło, że Milo Rau nie należy do najgłębiej rozpoznanych przeze mnie artystów. Na świeżo mam w pamięci jego „Medea’s Children”, widziałem kiedyś gdzieś jeszcze coś, ale nie zrobiło to na mnie szczególnego wrażenia. „Medea’s Children” zaś wzbudziło opór poprzez udział dzieci i to, że na moje oko i wrażliwość na scenie jednak odbywa się coś na kształt manipulacji. Wiem oczywiście, że proces pracy był bezpieczny, jednak oglądając spektakl zawierający ekstrakt przemocy właśnie z udziałem dzieci, czułem się nieswojo. I nie był to ów niepokój czy dyskomfort, po który chodzi się do teatru. Nie mogłem jednak pozbyć się wrażenia, iż twórcy stąpają po bardzo cienkim lodzie.
Z „The Seer/ Die Seherin” jest zupełnie inaczej. To znowu przedstawienie o przemocy, a może raczej o obrazach przemocy, o tym, jak je widzimy i jak je w sobie przetwarzamy. Choć mówi się, że za jego sprawą Milo Rau dotyka teatru dokumentalnego, ta opowieść, choć żywi się prawdą, nie ma być wiernym odtworzeniem faktów. W centrum zdarzeń jest Azad Hassan, nauczyciel z Mosulu. Żył normalnie, ale stał się kimś kogo można nazwać uboczną ofiarą wojny – podczas okupacji Państwa Islamskiego odcięto mu dłoń. W spektaklu konfrontuje nas ze swoją historią, ale nie używa wielkich słów. Pojawia się w kilku monologach na ekranie, sekwencje te kręcono w Iraku, blisko obozu dla uchodźców.
Wszelkie okoliczności, które zmieniły życie Azada są oczywiście ważne, ale nie powinny przysłonić jego samego. Ten mężczyzna nie jest bowiem bojownikiem ze sztandaru, aktywistą, co pcha się na pierwszą linię frontu. Prowadzi swoją egzystencję niejako na obrzeżach wojny, o ile zbrojny konflikt najdosłowniej nie wejdzie mu do domu. Ma w sobie coś ujmującego, jakby onieśmielała go kamera i mówienie o swoim losie. A przy tym od początku akcentuje, że gdy uważa to za konieczne, ucieka w świat literatury. Ona stanowi dla niego dodatkowy wentyl bezpieczeństwa.
Znakomita, oszczędna w swoim monologu do granic możliwości Ursina Lardi, która z Milo Rauem pracuje po raz czwarty i ma wpływ na jego spektakle także jako współautorka koncepcji i scenariuszy, skupia w swej postaci doświadczenia fotografek z wielu ogarniętych konfliktami terenów. Jest nieubłagana, gdy opowiada, jak przyszpila obiektywem chwile, nie dając im rozmyć się w nicości. Z czasem staje się tytułową prorokinią, przewidującą niczym mityczna Kasandra nadciągające katastrofy.
Właśnie mit staje się przestrzenią, z którą „The Seer/ Die Seherin” zderza okrucieństwo naszych czasów. Wiele w spektaklu odniesień do „Filokteta” Sofoklesa, gdzieś w tle jest jego inna tragedia „Persowie”. To połączenie sprawia, iż skromne, lecz angażujące bez reszty widowisko nie jest jak powiedzieliśmy teatrem dokumentalnym, a teatrem rzeczywistości.
W kluczowej scenie blisko początku Ursina Lardi rozcina sobie skórę na nodze, pojawia się krew. W pierwszej chwili odwracam wzrok, bo złudzenie prawdy jest absolutne. Niemal od razu rozumiem jednak, że to doskonała imitacja, znak nie do pominięcia. W „The Seer/ Die Seherin” iluzja przyćmiewa rzeczywistość, a mimo to jej służy.

Krytyk teatralny, dziennikarz, publicysta, selekcjoner festiwali teatralnych, wykładowca.
Email:
kontakt@jacekwakar.pl