Varia

Jak to miło poznać człowieka

Teatr ŚląskiTeatr Śląski
Notatki przy otwieraniu drzwi – prolog

Rozpoczynający się dziś w Katowicach 6. Międzynarodowy Festiwal OPEN THE DOOR, jak sama nazwa wskazuje, chce znosić bariery. Czyni to bez publicystycznych manifestów i jedynie słusznych deklaracji, ale zwyczajnie, bez zadęcia. Przez najbliższy tydzień zaplanowano spektakle, filmy, dyskusje, wykłady performatywne. A wszystko po to, by przypomnieć, czym jest prawdziwe spotkanie bez żadnych warunków brzegowych. I zwykła uważność, czułość wobec drugiego człowieka.

Minęło grubo ponad dwadzieścia lat, a całkiem nieźle pamiętam tamten wieczór. Warszawski Teatr Studio, spektakl nazywał się „Muzyka ze słowami”, reżyserował Piotr Cieplak, na scenie Maria Peszek i Jan Peszek oraz zespół Voo Voo, bowiem pomysłodawcą zdarzenia był Wojciech Waglewski, co w sumie nie powinno dziwić, bo Waglewski to Waglewski i wszystko jasne. Wielki artysta, dla niejednego guru, a przede wszystkim mądry człowiek, co czuje całym sobą. Wpierw napisałem, że to był spektakl, potem już zdarzenie i to jest znacznie lepsze określenie. No bo i przedstawienie teatralne i rockowy koncert, a jedno nierozerwalnie złączone z drugim. Więc Voo Voo w najlepszej formie, a Maria i Jan mówili, śpiewali, melorecytowali teksty autorów z porażeniem mózgowym, zabierając nas w podróż, jakiej sami byśmy nie wymyślili. Choćby taka historia wujek Franek mieszka w Nowym Jorku, wbijają do niego na chatę Paweł Nastula, Scottie Pippen, Michael Jordan, Andrzej Wroński i Karl Malone, oczywiście z dziewczynami. Wujo nic o tym nie wie, ale organizuje bal przebierańców, więc jeden przebiera się za kaczora Donalda, drugi jest fordem fiestą, a on sam królikiem. Albo opowieść o sędzim Federico Falcone, który zaczepił nieprzyjemnie naszego bohatera, prezesa sądu, na ulicy Sądowej w Krakowie. Potem go jednak przeprosił i razem poszli do kina na film „Sycylijska mafia i jej sędziowie”. A że był to sen, prezes się w końcu obudził i pomyślał „jak to miło poznać człowieka”.

Opowiadał mi później Jan Peszek o tym, że autorzy wykonywanych na scenie tekstów na próbach reagowali na każdą pomyłkę aktorów, słuchali jak nikt inny, co dla wspaniałego aktora samo w sobie stało się niecodziennym doświadczeniem. A potem przyszła premiera i wielkie chwile tryumfu nieznanych dotąd poetów, którym buty mógłby czyścić niejeden surrealista. Radość i łzy widzów, niezwykłe spotkanie. Potem trzy wybrane Kokoryny, bo tak nazwało Voo Voo te kawałki, znalazły się na ich „Płycie z muzyką”. Wracam do nich, by jeszcze raz poczuć tamte emocje.

Przypomniałem sobie o „Muzyce ze słowami”, myśląc o katowickim festiwalu OPEN THE DOOR, bo gdyby jeszcze istniała, świetnie odnalazłaby się w jego programie. Dyrektor Teatru Śląskiego w Katowicach i całego festiwalu Robert Talarczyk oraz kuratorka programu Dagmara Gumkowska słusznie podkreślają, że to  impreza unikatowa, bo opowiada o rzeczach, o których wciąż wolimy milczeć. O różnorakich wykluczeniach dotykających osoby niepełnosprawne, w pojęciu tak zwanego ogółu nienormatywne, będące w ekstremalnie trudnym położeniu, chce mówić wprost, ale bez publicystycznych ogólników, przyglądając im się z najbliższej odległości. I pokazywać, że tak jak w „Muzyce ze słowami” wszystko jest względne, o czym najbardziej wyraziście zaświadczają swą sztuką artyści. OPEN THE DOOR –to wydaje mi się szczególnie istotne – odbiera nam prawo do poczucia sobie samemu wmawianej wyższości, do traktowania twórców wykluczanych z dość obrzydliwą wyrozumiałością, współczuciem na pokaz, „bo przecież oni na to zasługują”. Nie, jest dokładnie odwrotnie. To my karmimy się takim przeświadczeniem, żeby przez chwilę poczuć się lepiej. Katowicka impreza dobitnie o tym przypomina, przywracając właściwy ton rozmowy.

Będą na OPEN THE DOOR spektakle – choćby wstrząsające, choć uwalniająco zabawne „Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję” Mateusza Pakuły, „Zanurzenie” Marcina Wierzchowskiego i „Przełamując fale” Justyny Łagowskiej z Teatru Śląskiego w Katowicach, mocny głos w sprawie kryzysu człowieczeństwa na polsko-białoruskiej granicy w „Odpowiedzialności” Michała Zadary, „Dobrze ułożony młodzieniec” Wiktora Rubina z Teatru Nowego w Łodzi sytuujący transpłciowego bohatera w głównym teatralnym nurcie, co trzeba uznać za przełom, intymna opowieść Ewy Ziętek, czyli „Nieostrość widzenia” z warszawskiego Teatru Kwadrat, a także oparte na „Balladach i romansach” Mickiewicza oraz aktorskich improwizacjach „Libido Romantico” Teatru 21 o prawie osób niepełnosprawnych do miłości i seksu.

Będzie piękny, po prostu piękny film Artura Barona Więcka „Prawdziwe życie aniołów”, którego bohaterem i głównym aktorem jest jedyny taki Anioł – Krzysztof Globisz. W specjalnym wykładzie performatywnym artyści Staatstheater w Kassel zajmą się terrorem dotykającym kobiet w Iranie. Artystki z afgańskiego podziemia są bohaterkami dokumentalnego filmu „The Fifth Wheel”, gdzie istotnym punktem odniesienia jest „Elementarz dla mieszkańców miast” Bertolta Brechta, jednak w bardzo innym niż tradycyjne ujęciu. Warto też zwrócić uwagę na debatę o Jerzym Grotowskim, w której padną pytania o rolę lidera i zasady funkcjonowania kolektywu teatralnego, intensywnie podejmowane także w kontekście naszych współczesnych spraw. W poniedziałkowej dyskusji weźmie udział między innymi Maja Komorowska, wielka aktorka, jak sama mówi, w dużym stopniu ukształtowana przez młodzieńczą prace w teatrze Jerzego Grotowskiego.

Będzie więc dużo dobrego, a notatki o pokazywanych na festiwalu przedstawieniach i innych zdarzeniach, a niekiedy zapiski nimi inspirowane, w najbliższych dniach regularnie będą pojawiać się w blogu „Zdania Wakara”.

A zatem… Czas otworzyć drzwi, bo „jak to miło poznać człowieka”. Słowa z „Kokorynu I” mam za prywatne motto katowickiego festiwalu.

Krytyk teatralny, dziennikarz, publicysta, selekcjoner festiwali teatralnych, wykładowca.

Media społecznościowe

Projekt i realizacja strony www Sitte.pl

Image